I jeszcze garść porad z forum (gł. autorstwa Alci i AniD):
* Przedmiotów używanych do przygotowania jedzenia i karmienia nie trzeba wyparzać. Zbyt sterylne warunki też są bardzo złe! Zresztą dziecko prędzej czy później i tak poliże np. podłogę lub trawę lub zabawkę, która leżała na ziemi - ją też chcecie wyparzać? ;)
* Ja bym zaczęła wprowadzać nowe rzeczy przed południem, będziesz miała cały dzień na obserwację, jak mały zareaguje na nie. I jest szansa, że jeśli - odpukać - czegoś nie będzie tolerował - do wieczora przejdzie i w nocy nie będzie sensacji. No i nie zaczynać eksperymentów, jak dziecko jest chore. Nikt nie ma wtedy apetytu.
* Na początek można podawać nie puree, ale po kilka łyżeczek wywaru z eko marchewki - takiego rzadkiego. Potem zagęszczać go stopniowo właśnie przecieraną przez gęste plastikowe sitko marchewką, aż się dojdzie do konsystencji gęstego puree (bardziej syte).
* Przygotowane jedzenie można przechowywać w lodówce i podać następnego dnia, ale wcześniej trzeba je przegotować, a później ostudzić.
* Co do mleka mamy - dodawanie go do pierwszych posiłków nie jest konieczne, ale "niektóre dzieci łatwiej akceptują nowości z dodatkiem czegoś dobrze znanego, mleko matki może je zachęcić do jedzenia. Myślę, że lepiej podać na początek same warzywka, a w razie problemów pomyśleć dopiero o tej metodzie."
* Natkę i inne zielone dodatki zaczęłam wprowadzać wówczas, gdy przygotowywałam takie ilości, które można było już zmiksować (nie gotowałam jej, tylko dorzucałam do gorącej jeszcze zupki i miksowałam razem).
* Ja wprowadzałam nowości co 2-3 dni. Warto sobie zapisywać przez pierwsze miesiące menu i podkreślać nowości, by w razie jakiejś dolegliwości wykluczyć ostatnio wprowadzane nowe produkty i mieć możliwość porównania, czy następnym razem dolegliwości się powtórzą. Ja zapisywałam, bo potem człowiek nie jest w stanie tego zapamiętać (bo gotuje i karmi się na okrągło).
* Polecam też
wegedzieciakowy "Schemat żywienia niemowląt".
* Dzieci, które nie siedzą jeszcze bez podparcia, można sadzać do karmienia w leżaczku tudzież foteliku-kołysce samochodowej. Zawsze można taki fotelik wyściełać jakąś pieluszką, żeby cały nie był w marchewce.
* U nas przez ok. miesiąc uczyliśmy Michałka jedzenia; zazwyczaj jadł 2-3 łyżeczki i był koniec; teraz jest czas na naukę żucia, korzystania z łyżeczki, itp; jeszcze trochę czasu minie zanim takie karmienie będzie zastępować posiłek.
* Staraj się być czujna - nie nakłaniaj zbytnio do jedzenia; zaczyna się kręcić - kończ posiłek. Trochę później najwyżej zacznij ponownie. Będziesz widziała kilkudniową niechęć - zawsze można zrobić przerwę na tydzień, czy dwa, nie ma pośpiechu. Warto pielęgnować takie "drobiazgi", by jedzenie było przyjemne, by malucha nie zniechęcić. Bo co z tego, że będzie można np. nakłonić go przy odrobinie "bajerowania" do zjedzenia 2x większej porcji, jak potem będziesz musiała robić to całymi miesiącami. Lepiej o to wszystko dbać i mieć spokój po miesiącu czy dwóch raz na zawsze :)
Zaufaj mu. Powodzenia! :)
~Mama Martyni 2014-12-13 16:06:37.676